Bajka o pazernym konsumencie…

By | 28 maja 2017

Był sobie raz pazerny konsument, który nie miał za grosz rozsądku. Otóż uczciwy przedsiębiorca zaoferował tańszą usługę niż inni na rynku, ale w umowie zastrzegł, że na konsumenta może zostać nałożona kara umowna. Wysokość tej kary określa regulamin przedsiębiorcy. Konsument zawarł umowę zadowolony z niższej ceny. Potem naszły go jednak wątpliwości…

 

Pazerny konsument udał się więc do prawnika, który przeczytał umowę i powiedział: przecież to typowa klauzula nieuczciwa, abuzywna. Nie można nakładać na konsumenta kary umownej, nie wiadomo w jakich okolicznościach i w jakiej wysokości, jednostronnie określanej przecież przez przedsiębiorcę. Idź Pan do sądu!

 

Pazerny konsument był chciwy, więc poszedł do sądu. A tam się dowiedział:

 

  1. Skoro przedsiębiorca jeszcze na niego nie nałożył kary, to trudno powiedzieć czy taka klauzula jest w ogóle abuzywna? Może na przykład kara nie zostanie nałożona? Albo zostanie nałożona taka maluteńka, że właściwie nie ma mowy o naruszeniu interesu konsumenta, a co dopiero rażącym?
  2. A nawet jeżeli już nałożył tę karę, to przecież nie była to znowu taka duża kara, raptem kilkadziesiąt tysięcy złotych, więc nic takiego.
  3. A poza tym konsument chyba widział co podpisywał? Należy oczekiwać od konsumenta, że będzie właściwie dbał o swoje interesy i będzie przewidujący, co się może wydarzyć. Prawo nie może chronić osób, które tak jaskrawo nie dbają o swoje interesy!
  4. Nie może przecież teraz oczekiwać, że skoro chciał mieć tańszą usługę, to wykpi się od obowiązku płacenia kary?
  5. Aha, wysokość tej kary nie była uzgodniona? No przecież jest jasno określone w Regulaminie, że jej wysokość wyznacza Pan Kierownik stojąc w południe na skrzynce, biorąc pod uwagę warunki na rynku, a zwłaszcza zyski przedsiębiorcy.
  6. A jeżeli już nawet uznać, że wysokość nie była określona, to może należy ustalić w jakiej wysokości kara byłaby właściwie uzasadniona, na podstawie opinii biegłego, biorąc pod uwagę konieczność zapewnienia uczciwego zysku przedsiębiorcy.
  7. A poza tym niedopuszczalna jest zmiana prawnego charakteru umowy, z umowy, która przewiduje możliwość karania konsumenta na taką umowę bez żadnej kary umownej.
  8. Takie proste wykreślenie kary umownej byłoby zresztą nieuczciwe wobec tych konsumentów, którzy nie dali się skusić na tańszą ofertę, tylko płacili od początku więcej, ale ich umowa nie przewidywała żadnych kar umownych.
  9. Poza tym konsumentowi przez wiele lat nie przeszkadzał ten zapis, a nagle zaczął przeszkadzać teraz, kiedy kara została nałożona. Nie wolno tak instrumentalnie podchodzić do przepisów!
  10. A poza tym wszyscy w prasie czytamy, że przedsiębiorcy mogą mieć problem przez to, że stracą możliwość nakładania kar – ich zyski spadną, stabilność gospodarki się zachwieje, wywołamy kryzys!
  11. I to wszystko przez tych pazernych konsumentów, którzy powołują się teraz instrumentalnie na przepisy chroniące konsumenta, które coś tam zdaje się mówią o bezskuteczności nieuczciwych postanowień umownych. Nie Proszę Państwa, takie rzeczy nad Wisłą się nie przyjmą! Chronimy uczciwych przedsiębiorców a nie pazernych konsumentów.

 

(w bajce wykorzystano fragmenty autentycznych uzasadnień wyroków sądów, w tym Sądu Najwyższego, w sprawach o kredyty powiązane z kursem waluty obcej).

3 thoughts on “Bajka o pazernym konsumencie…

  1. a.s

    1. Oczywiście, że przedsiębiorca „nałożył” karę. I to od razu. Już w dniu uruchomienia kredytu zadłużenie wzrosło o spread. Dzięki temu niektórzy łaskawcy nie będą pobierali opłaty za przedterminową spłatę kredytu, a sąd będzie mógł podkreślić, że przecież klient miał możliwość skorzystania z tego dobrodziejstwa.
    2. Nawet, jeżeli konsument z grubsza rozumiał co podpisywał, to przedsiębiorca rozumiał lepiej, dlaczego oferuje konsumentowi taką umowę i co chce przez to osiągnąć (pozory niższego oprocentowania i możliwość comiesięcznego dowolnego określenia „ceny” za usługę bez faktycznej możliwości odstąpienia od umowy przez klienta).
    3. Jeżeli przedsiębiorca chciał nałożyć na konsumenta karę, to czy nie mógł jej określić? Ciekawe dlaczego? Żeby oferta wyglądała korzystniej? A może po to, aby w razie spadku kursu franka uszczknąć sobie troszkę więcej? Wszak konsument zapłaci, co mu przedsiębiorca każe, a jak kurs franka mocno wzrośnie, to Związek Przedsiębiorców szumnie ogłosi, że na jakiś czas obniży stosowane kary. Żaden pasożyt nie jest zainteresowany tym, aby jego ofiara szybko padła.
    4. Kilka lat temu przedsiębiorca dowiedział się z wyroku SOKIK, że jego postępowanie może być niezgodne z prawem. Ale co mógł biedny zrobić? Przyznać się do błędu? Zaproponować jakieś porozumienie? O nie! Przedsiębiorca ma inne priorytety – zysk się szybciutko podzieli, a jeżeli zacznie się szum, to pokaże się pusty skarbiec.
    5. Każdy przedsiębiorca w swojej działalności musi kalkulować koszty. Skoro w celu zaoferowania „korzystnego” kredytu przedsiębiorca ponosił koszty wymiany walut, to dlaczego nie uwzględnił ich w marży? Czyżby zapomniał? Nie mógł? Ktoś mu zabronił? I dlaczego wszyscy (!) oferujący kredyt „frankowy”nie przestrzegali akurat tego zalecenia Rekomendacji S dotyczącego ustalania „kary”. Nie doczytali? A może się zmówili?

    Reply
  2. Lehu

    Przed chwilą przeliczyłem swój kredyt CHF wg warunków WIBOR 3M+ 1% marży. W okresie 01.2008-05.2017 (9,5 roku) różnica w zapłaconych ratach (kapitał+odsetki) jest na moją korzyść (pseudo CHF) o 19kPLN. Aktualnie rata w CHF jest wyższa niż w PLN. Przy niezmienionych warunkach (kurs CHF, LIBOR, WIBOR) do końca spłaty kredytu wychodzi że kredyt PLN jest tańszy. Ani LIBOR ani kurs CHF, „lepszy” juz raczej nie będzie. Ale kredytobiorcy PLN cały czas są zbulwersowani, że płacą o wiele więcej niż kredytobiorcy CHF. To jest brak wiedzy który skutkuje w orzecznictwie sądów i kredytobiorców w PLN, którzy wypominają nam korzyści jakie niby osiągnęliśmy na kredycie pseudo CHF.
    Korzyści faktycznie były by gdyby nie nastąpiło załamanie notowań CHF.

    Reply
  3. Lehu

    Należy także zauważyć, że banki w tej chwili nie zarabiają na kredycie czyli na odsetkach lecz na kapitale którego wartość do spłaty została prawie dwukrotnie zwiększona. Czy to jest działalność bankowa? Od kiedy „zarabia” się na zwrocie wartości kredytu? Czy nasza waluta PLN faktycznie tak utraciła wartość w stosunku do innych walut? To jest jawne naruszenie zasady równości stron. Bank zabezpieczył się na wszelkie możliwe scenariusze przyszłości , kredytobiorca nie miał takiej możliwości i od samego początku stał na przegranej pozycji. Śmiem przypuszczać również, że banki doskonale wiedziały o sztucznym parytecie CHF/EUR oraz że nastąpi kiedyś jego zmiana. Oczywiście to nie miało znaczenia ponieważ zabezpieczyły swój interes instrumentami finansowymi.

    Reply

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *