Nie będę orzekać zgodnie z prawem UE i co mi zrobisz?

By | 22 kwietnia 2024

Szokujące orzeczenie sędziego Sądu Najwyższego Władysława Pawlaka!

Sąd Najwyższy odmawia przyjęcia skargi kasacyjnej kredytobiorców do rozpoznania i pozbawia ich odsetek za opóźnienie o wartości 80 tys. zł, jednocześnie przyznając, że zaskarżony wyrok był sprzeczny z prawem europejskim.

Sędzia przy okazji ujawnia, że nieważność umów kredytowych została wymyślona przez Sąd Najwyższy tylko po to, aby przyznać bankom wynagrodzenie za tzw. korzystanie z kapitału.

Postanowieniem z 3 kwietnia 2024 r. (I CSK 900/24) Władysław Pawlak, sędzia Sądu Najwyższego, odmówił przyjęcia skargi kasacyjnej kredytobiorców od wyroku Sądu Apelacyjnego w Warszawie z 8 sierpnia 2022 r. (VI ACa 423/22), w którym to wyroku Sąd Apelacyjny ustalił, że umowa kredytu indeksowanego zawarta z d. Getin Bankiem jest nieważna i zasądził od banku zwrot zapłaconych przez kredytobiorców kwot z odsetkami za opóźnienie, ale dopiero od dnia złożenia przez kredytobiorców oświadczenia o zgodzie na nieważność umowy, a nie – jak żądali kredytobiorcy – od dnia wezwania banku do zwrotu tych kwot. Wartość odciętych odsetek za opóźnienie w tej sprawie wynosiła ok. 80 tys. zł.

W uzasadnieniu postanowienia SN możemy przeczytać (pogrubienia dodane):

“W związku z tym Sąd Apelacyjny orzekając w zaskarżonym skargą kasacyjną zakresie zastosował się do obowiązującej na chwilę orzekania (8 sierpnia 2022 r.) wykładni prawa krajowego.

Oczywiście w nowszym orzecznictwie Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej zagadnienia związane z obowiązkiem pouczenia konsumenta o skutkach upadku umowy (który to obowiązek był eksponowany we wcześniejszym orzecznictwie Trybunału Unijnego, na co zwracano uwagę w uzasadnieniu powołanej wyżej uchwały Sądu Najwyższego) straciły na znaczeniu prawnym, bowiem w wyrokach z 15 czerwca 2023 r., C – 520/21, z 7 grudnia 2023 r., C-140/22 oraz w postanowieniu z 11 grudnia 2023 r., C-756/22 Trybunał stwierdził, że art. 6 ust. 1 i art. 7 ust. 1 dyrektywy 93/13 należy interpretować w ten sposób, że w kontekście nieważności umowy kredytowej zawartej przez przedsiębiorcę z konsumentem, stoją one na przeszkodzie takiej wykładni prawa krajowego, że instytucja bankowa może domagać się od konsumenta rekompensaty przekraczającej zwrot kapitału wypłaconego z tytułu wykonania umowy oraz ustawowe odsetki za zwłokę liczone od dnia wezwania do zapłaty, a ponadto w wyroku z 7 grudnia 2023 r., C-140/22 wyjaśnił, że art. 6 ust. 1 i art. 7 ust. 1 dyrektywy 93/13 należy interpretować w ten sposób, że w kontekście nieważności umowy kredytowej ze względu na przewidziane w niej abuzywne postanowienia, stoją one na przeszkodzie wykładni sądowej prawa krajowego, zgodnie z którą wykonywanie praw, które konsument wywodzi z tej dyrektywy, jest uzależniona od złożenia przez tego konsumenta przed sądem oświadczenia, w którym twierdzi on, że nie wyraża zgody na utrzymanie w mocy tego abuzywnego warunku oraz że jest świadomy konsekwencji tego uznania nieważności umowy oraz wyraża on zgodę na uznanie umowy za nieważną.”

Sędzia Pawlak zauważył więc, że wcześniejsza wykładnia prawa dokonana przez Sąd Najwyższy w uchwale z 7 maja 2021 r. (III CZP 6/21) została uznana przez TSUE za sprzeczną z prawem, ale:

  • usiłuje odpowiedzialnością za ten stan rzecz obciążyć wcześniejsze orzecznictwo TSUE, gdyż jak stwierdza uchwała SN poprzedzona była “analizą aktualnego na chwilę wydania tej uchwały orzecznictwa Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej”, chociaż przecież w żadnym wcześniejszym orzeczeniu TSUE nie wskazywał na obowiązek składania jakichkolwiek oświadczeń przez konsumenta, a dla prawników reprezentujących konsumentów było oczywiste, że analiza SN była błędna (po wydaniu uchwały SN pisałem o niej krytycznie tutaj: https://pomocfrankowiczom.pl/glosa-do-uchwaly-sn-z-7-maja-2021-r-iii-czp-6-21/)
  • jednak nie dość, że te wcześniejsze “analizy” SN okazały się nic nie warte, to jeszcze jak się okazuje, były one przeprowadzane w złej wierze. Jak bowiem stwierdza sędzia Pawlak z kwestią wymagalności roszczeń “wiązała się  problematyka pouczania konsumenta o skutkach upadku umowy w przypadku niewyrażenia przez niego zgody na dalsze jej obowiązywanie, a także wynagrodzenia należnego bankowi za bezumowne korzystanie przez konsumenta z kapitału.“ Innymi słowy: sędzia Pawlak ujawnia, że oświadczenia konsumenta zostały przez SN wymyślone tylko po to, aby za chwilę twierdzić, że bankom należy się wynagrodzenie z tytułu nieuczciwej umowy, a jeżeli konsumentowi się to nie podoba, to niech takiej nieważności nie akceptuje.
  • wreszcie, sędzia Pawlak doskonale zdaje sobie sprawę, że zaskarżony wyrok Sądu Apelacyjnego jest sprzeczny z prawem, ale nie zamierza go uchylać, bo kiedy był wydawany, to wtedy wydawał się dobry…

Jeszcze ciekawiej robi się dalej, kiedy sędzia Pawlak uzasadnia utrzymanie w mocy wyroku Sądu Apelacyjnego sprzecznego z prawem a przy okazji wylewa swoje żale na kredytobiorców a pośrednio też na zły sąd unijny, który zburzył pracowicie tkaną przez polski Sąd Najwyższy konstrukcję takiej ochrony konsumenta, żeby mu w pięty poszła:

“Wreszcie w stanie faktycznym sprawy, wbrew stanowisku skarżących, nie może być mowy o ich pokrzywdzeniu. Rażące naruszenie interesów konsumenta oznacza nieusprawiedliwioną dysproporcję, na niekorzyść konsumenta praw i obowiązków wynikających z umowy, skutkujące niekorzystnym ukształtowaniem jego sytuacji ekonomicznej oraz jego nierzetelne traktowanie (…) W przypadku nieważności umowy kredytowej zawartej między przedsiębiorcą i konsumentem, prawo krajowe, po uwzględnieniu wykładni prawa unijnego należycie chroni interesy konsumenta, skoro w jego dyspozycji pozostają dobra zakupione za środki pochodzące z kredytu, których by nie nabył, gdyby nie nieważna umowa kredytu i obowiązkiem konsumenta jest jedynie zwrot kwoty kapitału w wysokości nominalnej, co jest szczególnie korzystne dla konsumenta, gdy umowa była realizowana długoterminowo. Zauważyć bowiem należy, że kwota kapitału przekazanego powodom w wykonaniu umowy kredytu w 2008 r. (376 000 zł) jest wyższa o ok. 50 000 zł od sumy wpłat dokonanych przez powodów w wykonaniu tej umowy. Powodowie są w dyspozycji dobra, które sfinansowali ze środków kredytowych i wartość tego dobra ze względu na jego charakter (zabudowa nieruchomości gruntowej budynkiem mieszkalnym) w przeciągu kilkunastu lat od zaciągnięcia kredytu znacząco wzrosła w stosunku do kwoty kredytu, którą w wysokości jedynie nominalnej muszą zwrócić. Niemniej jednak koncepcja dwóch kondykcji – wzajemnych świadczeń pieniężnych – w sporze konsumenta z przedsiębiorcą przyjęta w powołanej wyżej uchwale składu siedmiu sędziów Sądu Najwyższego (która to koncepcja miała też określone założenia – m.in. o wynagrodzeniu za korzystanie z kapitału – a które z kolei zostały zdyskwalifikowane przez późniejsze orzecznictwo Trybunału Sprawiedliwości) i przyjęcie w takim wypadku także wymogu wezwania do zwrotu spełnionego świadczenia na podstawie nieważnej umowy jako warunku powstania stanu wymagalności, co ma przełożenie na datę początkową roszczenia odsetkowego od należności głównej, prowadzi w istocie rzeczy – przy utrzymanych na stosunkowo wysokim poziomie ustawowych odsetkach za opóźnienie – do wzbogacenia tego kontrahenta, który powoływał się na nieważność umowy i wezwał drugą strony do zapłaty. Trudno wymagać od drugiej strony, która przeczy nieważności, aby wzywała również o zwrot świadczenia, żeby w ten sposób doprowadzić do powstania stanu wymagalności ewentualnego roszczenia kondykcyjnego (co mogłoby być też odczytywane pośrednio jako przyznanie przez nią, że jednak umowa jest nieważna). Ponadto z perspektywy historycznej nie sposób nie zauważyć, że w sprawach ważności tzw. kredytów frankowych na gruncie krajowym orzecznictwo sądów powszechnych i Sądu Najwyższego było od samego początku mało przewidywalne, w kontekście też początkowo niezbyt klarownej wykładni dyrektywy 93/13 prezentowanej przez Sąd unijny. Dlatego też wydaje się, że w przypadku nieważności umowy, skutkującej powstaniem roszczeń kondykcyjnych pieniężnych obydwa roszczenia powinny być wymagalne w tym samym terminie. Niniejsza sprawa pokazuje, że na odmiennych terminach wymagalności powodowie w okresie 2018-2022 (mając na względzie, że w tym czasie ustawowe odsetki za opóźnienie były wprawdzie zmienne, ale średnio wyniosły ok. 6,5 % w skali roku) zyskaliby dodatkowo ponad 80 0000 zł (ponad zasądzoną należność główną).

W konsekwencji nie sposób uznać, że zaskarżony wyrok krzywdzi powodów jako konsumentów i stawia ich w gorszym położeniu prawnym i ekonomicznym w stosunku do przedsiębiorcy oraz że narusza zasady równości, proporcjonalności i uczciwości.”

Powyższe rozumowanie jest pozbawione jakichkolwiek podstaw prawnych i sprowadza się do orzekania na podstawie widzimisię sędziowskiego, co w tym wypadku oznacza, że zdaniem sędziego Pawlaka niesłuszne jest, aby konsument otrzymał odsetki za opóźnienie, bo i tak wystarczająco skorzystał na nieważności umowy – skoro musi oddać wyłącznie kwotę nominalną, bez żadnego dodatkowego wynagrodzenia (a przecież nie po to Sąd Najwyższy stwierdził, że takie umowy są nieważne, żeby banki nie dostawały wynagrodzenia, zdaje się z żalem stwierdzać sędzia Pawlak…)

A poza tym, dodaje sędzia, wartość nieruchomości kredytobiorcy wzrosła, a więc tym bardziej kredytobiorcy nic więcej się nie należy. To zadziwiającę stwierdzenie, bo co ma piernik do wiatraka? Wartość nieruchomości w ogóle nie była przecież przedmiotem sporu, a po drugie, czy gdyby wartość nieruchomości spadła, to bank by teraz musiał dopłacić? A idąc dalej tym tokiem rozumowania, czy w przypadku kredytu na samochód, którego wartość niewątpliwie spada, to odsetki za opóźnienie jednak by się należały kredytobiorcy? 

Oczywiście sędzia Pawlak nie zauważa, że przez kilkanaście lat kredytobiorcy ponosili  konsekwencje nieuczciwej umowy, w tym poprzez rzekome kolosalne zadłużenie i związaną z tym niemożność dysponowania nieruchomością.

Do tego sędzia Pawlak tak się boi o interesy banków, że aż twierdzi, że te biedaki nie mogły same się zatroszczyć o swoje interesy, w tym poprzez proste wezwanie kredytobiorcy do zwrotu tego co kredytobiorca otrzymał w wykonaniu umowy.

A przecież dla każdego prawnika jest oczywiste, że najprostszą metodą obrony interesów banków byłoby właśnie składanie wezwań do zapłaty, a następnie oświadczeń o potrąceniu, tak aby doprowadzić do wzajemnego umorzenia wierzytelności – w ten sposób bank nie ponosiłby kosztów odsetek za opóźnienie w tej części. 

Zresztą tego  typu roszczenia banków od kilku lat są powszechnie zgłaszane w sądach, na ogół jednak formie odrębnego powództwa przeciwko kredytobiorcy o zwrot kwoty kredytu a nie w formie zarzutu potrącenia, choć i takie zarzuty się zdarzają. 

Co więcej, w tej konkretnej sprawie bank właśnie zgłosił zarzut potrącenia – a więc podjął obronę sugerowaną przez sędziego. Jednak kwestią do rozstrzygnięcia było tutaj co innego: czy wierzytelność kredytobiorcy powinna być powiększona o odsetki za opóźnienie czy też nie. 

Ta kwestia została rozstrzygnięta przez TSUE, choć oczywiście TSUE w ogóle nie musiałby się wypowiadać na ten temat, gdyby polski Sąd Najwyższy od początku zajmował właściwe stanowisko, zamiast kombinować jak zapewnić bankom dodatkowe wynagrodzenie.

Jak TSUE stwierdził w wyroku z 14 grudnia 2023 r. (C-28/22):

“Skuteczność ochrony przyznanej konsumentom przez dyrektywę 93/13 byłaby zagrożona, gdyby konsumenci ci, powołując się na prawa, które wywodzą z tej dyrektywy, byli narażeni na ryzyko nieotrzymania odsetek za opóźnienie od kwot, które powinny im zostać zwrócone ze względu na nieważność takiej umowy od momentu upływu terminu nałożonego na przedsiębiorcę do wykonania świadczenia, po tym jak przedsiębiorca ten otrzyma wezwanie do zwrotu tych kwot.” (pkt 86).

Nie trzeba być wielkim prawnikiem, żeby rozumieć, że odsetki za opóźnienie mają charakter rekompensaty dla wierzyciela za czas trwania postępowania sądowego i stanowią jednocześnie zachętę do szybkiego uznawania przez dłużnika zasadnych roszczeń. Jeżeli więc przedsiębiorca kwestionuje zasadne roszczenia konsumenta, to musi ponieść tego konsekwencje, inaczej wszyscy przedsiębiorcy mieliby zachętę do nieakceptowania roszczeń konsumentów i zmuszania ich do występowania na trwającą wiele lat drogę sądową.

Oczywiście interes banków był zupełnie inny i polegał na tym, aby po pierwsze zmuszać wszystkich konsumentów do wytaczania spraw sądowych, po drugie do tego, aby sprawy sądowe trwały jak najdłużej, a po trzecie, aby nie płacić odsetek za opóźnienie – w rezultacie sądy zostały zalane sprawami frankowymi, bo tak się opłacało bankom. 

Od kiedy zaś sądy powszechne (ale nie sędzia Pawlak) dostosowały się do orzeczeń TSUE i zaczęły zasądzać na rzecz konsumentów odsetki za opóźnienie, to zaczynamy obserwować coraz większą skłonność banków do ugód, nie składania apelacji oraz generalnie dążenie do szybkiego rozstrzygania sporów. Tym samym liczba spraw w sądach zacznie szybko się zmniejszać, od kiedy dalsze przeciąganie sporów nie jest już w interesie banków. 

Wszystko to razem jest bardzo przygnębiające. Okazuje się bowiem, że przepisy prawa są stosowane przez Sąd Najwyższy czysto instrumentalnie, wyłącznie dla ochrony interesów banków. W całym tym omawianym postanowieniu nie ma słowa odniesienia do zawartych w kodeksie cywilnym reguł związanych z wezwaniem dłużnika do zapłaty i skutkami jego opóźnienia. Brakuje również analizy systemowej, a więc zrozumienie sensu i roli poszczególnych przepisów w całym systemie prawa i jego deklarowanych celach. Najwyraźniej dla sędziego zarówno konstytucyjna jak i unijna reguła ochrony konsumenta są pustymi frazesami, które muszą ulec w zderzeniu z interesem banków.

I teraz skoro takie cuda się dzieją w Sądzie Najwyższym, to powstaje całkiem zasadne pytanie o to, jaka będzie uchwała całej izby cywilnej Sądu Najwyższego w sprawach frankowych, która jest zaplanowaną na 25 kwietnia?

Na razie wiemy, że tzw. “starzy” sędziowie SN (do których należy sędzia Pawlak), nie wezmą udziału w tym posiedzeniu, kwestionując status “nowych” sędziów SN, jednak poglądy sędziów w sprawach frankowych nie są związane z podziałem na starych i nowych.

A teraz, czy skoro wskutek orzeczeń TSUE “zdezaktualizował” się uknuty wcześniej przez Sąd Najwyższy plan, aby przez nieważność umowy kredytu dać bankom prawo do żądania wynagrodzenia za tzw. korzystanie z kapitału, to teraz Sąd Najwyższy dokona wolty i stwierdzi, że te umowy kredytowe są jednak ważne, tylko po to, aby chronić interesy banków?

Oczywiście w poszczególnych sprawach zapadło już kilkaset orzeczeń (wydawanych zarówno przez “starych” i “nowych” sędziów), które niemal jednogłośnie stwierdzały, że tego typu umowy są nieważne. Ale skoro niektórzy sędziowie czują taką potrzebę dbania o interes banków jak sędzia Pawlak, to może nastąpi powrót do koncepcji tzw. “odfrankowienia”, od której SN odszedł w 2019 r., a która utrzymywała te umowy w mocy i dawała bankom prawo chociaż do odsetek określonych na podstawie stawki LIBOR? 

A może nastąpi jeszcze większy zwrot i wrócimy do koncepcji wykonywania umowy w oparciu o kurs średni NBP? 

Co prawda orzecznictwo już wskazało, że największym problemem umów kredytów powiązanych z kursem waluty obcej jest obarczenie konsumenta nieograniczonym ryzykiem kursowym przy braku należytego poinformowania, ale mamy już przecież kilka wyroków SN (wydanych w składzie z udziałem I prezes SN, prof. Manowskiej), która dopuszczają takie rozwiązanie w umowach d. GE Money Banku, skonstruowanych w ten sposób, że indeksacja opiera się na podstawie kursu średniego NBP korygowanego o marżę kupna i sprzedaży. I chociaż takie dzielenie postanowienia nieuczciwego na części również zostało wykluczone przez TSUE, to przecież nie powstrzymało to SN przed wydaniem kilku sprzecznych z prawem europejskim wyroków. 

Już nie mówiąc o trzech osobliwych wyrokach SN z września 2023 r., gdzie trzech “nowych” sędziów SN stwierdziło, że w ogóle nie są związani wykładnią prawa dokonywaną przez TSUE, bo Polska jest suwerenna i nie musi się słuchać.

Widać jak wielkie interesy ogniskują się teraz w Sądzie Najwyższym. Pozostaje mieć nadzieję, że sędziowie wypełnią jednak swoją rolę w sposób właściwy, a więc będą orzekać kierując się prawem i zgodnie z wiążącym Polskę orzecznictwem TSUE. 

W przeciwnym przypadku nie tylko spory frankowe będą trwały jeszcze lata, ale też coraz większą odpowiedzialność będą ponosić nie banki za nieuczciwe umowy, ale Skarb Państwa za wyroki wydawane sprzecznie z prawem.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *